Rodzina jest najważniejsza („Surykatki”)

Piękne zdjęcia, zmyślny montaż, doborowa obsada. Dramat, komedia, kino sensacyjne. Film, który uczy i porusza. Tak jest w przypadku „Surykatek”.  A więc ideał, arcydzieło? Nie, ale to obraz naprawdę niesamowity.

Poznajemy rodzinę surykatek (to takie małe drapieżne zwierzaki z rodziny mangustowatych; ich najbardziej znanym reprezentantem jest Timon z „Króla lwa”) zamieszkującą pustynię Kalahari w RPA. Wśród nich wyróżnia się Colo – okaz wyjątkowo ciekawski i niespokojny. Bohater przeżyje wiele przygód i nieszczęść, a wśród nich najgorszymi będą śmierć ukochanego brata i zagubienie się na morderczej pustyni, zanim doczeka dorosłości.  A my mu będziemy w napięciu kibicować.

Pomysł, bohater,  świetne zdjęcia i montaż. To różni „Surykatki” od innych filmów przyrodniczych. Oczywiście można znaleźć jakieś minusy. Na przykład dlaczego latający drapieżnik ma robić za czarny charakter? Gdyby to był film o nim, to byśmy się cieszyli, że złapał surykatkę i jego dzieci nie umrą z głodu. Zresztą nawet z tą uwaga konkluzja filmu jest taka sama – rodzina jest najważniejsza!

„Surykatki”, reż.  Jaames Honeyborne, Wielka Brytania 2008.

Opublikowano Film | Skomentuj

Księga nadziei (J. Mela „Poza horyzonty”)

Chyba jest niewiele osób, które nie słyszały o Jasiu Meli. Tak, to ten chłopak, który w wieku trzynastu lat został porażony prądem, stracił nogę i rękę, następnie zdobył dwa bieguny, góry Kilimandżaro i Elbrus, przebiegł nowojorski maraton i założył fundację Poza Horyzonty. W końcu postanowił swoimi doświadczeniami podzielić się z czytelnikami.

Jaś prostym językiem pisze o swojej tragedii, radzeniu sobie z niepełnosprawnością, o osiąganiu kolejnych celów.  Chce być przykładem dla tych wszystkich, którzy borykają się z jakimiś trudnościami. Daje nadzieję, podkreśla, jak ważne są pasja i wytrwałość oraz miłość bliskich osób. Brzmi przeraźliwie banalnie? Może. Niemniej lektura sprawia sporą przyjemność. Książka jest ładnie wydana, bogato ilustrowana. Może drażnić na przykład kolokwialny język, ale nastolatkom się spodoba. A to do nich jest głównie kierowana ta książka. Szczególnie że o Jasiu Meli czytają już w podręcznikach do języka polskiego. „Poza horyzonty” jako nowa lektura szkolna? Jestem za.

Opublikowano Literatura | Skomentuj

Przejrzeć Harry’ego (Jo Nesbo „Pancerne serce”)

Jo Nesbo to ciekawy człowiek. Makler, dziennikarz, muzyk, pisarz.  Czy we wszystkim jest dobry? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że w zabawianiu czytelników kryminalnymi zagadkami jest świetny. Weźmy takie „Pancerne serce”. Majstersztyk.

Bohaterem powieści Nesbo jest Harry Hole. Taki typ wyjęty z czarnego kryminału i ostro doprawiony. Hole to specjalista od seryjnych zabójców, inteligentny, dobrze zbudowany, może niezbyt urodziwy (szczególnie odkąd chodzi ze złamaną szczęką), ale kobiety się nim interesują. Jego najwierniejszym, a raczej jedynym przyjacielem jest Jim Beam. Gdy alkohol nie wystarcza, raczy się opium. Nie ma łatwego życia. Na szczęście ma coś z superbohatera, więc niełatwo go zatopić.

W „Pancernym sercu” spotykamy Harry’ego w Hongkongu, gdzie  stacza się na dno po rozwiązaniu sprawy Bałwana. Nie będzie mu jednak dane sięgnąć dna. W Oslo zostają zabite w ten sam sposób dwie kobiety. Szef Wydziału Zabójstw wysyła urodziwą policjantkę po komisarza Hole’a. Ten jednak nie jest zainteresowany powrotem. Skłoni go dopiero do tego wieść o umierającym ojcu. A tymczasem w tajemniczych okolicznościach giną kolejne osoby. Dusza policjanta nie pozwoli Harry’emu siedzieć bezczynnie…

Jo Nesbo nie ceni jakoś szczególnie książek Larssona czy Mankella. I ma do tego prawo. Sam jest w swoim fachu wyśmienitym rzemieślnikiem. Zwodzi czytelnika na każdym kroku, a czytelnik powieści kryminalnych kocha być inteligentnie zwodzony. Do tego tworzy interesujące, wyraziste postaci, choć czasem trochę przerysowane. Coś jednak różni Nesbo od wspomnianych skandynawskich twórców.  Jest to społeczne zaangażowanie, które czasami aż bije z książek Larssona i Mankella. Dlatego też lektura „Pancernego serca”  to przede wszystkim  rozrywka. Ale za to rozrywka pierwszej klasy.

Opublikowano Literatura | Skomentuj

Śmierć w Wenecji (Donna Leon „Krew z kamienia”)

Z bohaterami powieści kryminalnych odwiedziłem już wiele miejsc. Teraz dzięki książce Donny Leon zawędrowałem do Wenecji. Miała być to pewna odmiana po skandynawskich czy też rosyjskich klimatach. A tu niespodzianka: śnieg, deszcz, wiatr i, to akurat nie jest niespodzianką , tajemnicze morderstwo.

Na weneckim Campo Santo Stefano zostaje zamordowany nielegalny emigrant z Afryki. Śmierć wydaje się być dziełem profesjonalistów. Powstaje pytanie, kto mógłby chcieć śmierci jednego ze spokojnych i w ogólnym przekonaniu nieprzeszkadzających czarnoskórych sprzedawców podrabianych torebek. Wyjaśnienia tej sprawy podejmuje się komisarz Guido Brunetti.

Komisarz Brunetti to, jak na standardy literatury kryminalnej, postać nietypowa. Wżenił się w arystokratyczna rodzinę i od ponad dwudziestu lat jest szczęśliwym mężem. Tak więc, nie licząc problemów z zakupem bożonarodzeniowych prezentów dla dzieci i żony, jego obiekcji co do poglądów nastoletniej córki oraz ograniczonej sympatii dla teściowej, życie rodzinne Brunettiego jest oazą spokoju. Ponadto, co już całkiem zaskakujące, bohater nie nadużywa alkoholu. Można by jedynie uznać, że jest uzależniony od kawy.

Najwięcej problemów spotyka komisarz w swoim biurze. Korupcja i związany z nią brak zaufania do ludzi oraz szef, któremu bardziej zależy na karierze niż na prawdzie, nie ułatwiają Brunettiemu śledztwa. Bohater musi też sobie zadać pytanie, czy cena za prawdę nie będzie zbyt wysoka. Szczególnie że w grę wchodzą duże pieniądze i interesy polityczne.

Wenecja Donny Leon daleka jest od pocztówkowych obrazków, mimo iż bohater kocha swoje miasto i z książką w ręku moglibyśmy chodzić jego śladami, podziwiać architekturę miasta oraz poczuć atmosferę tamtejszych kawiarni. Niestety to też miejsce mniejszych i większych przestępstw, nielegalnych emigrantów, z którymi władza nie potrafi sobie poradzić, nadużywania władzy, korupcji.

Książka Donny Leon „Krew z kamienia” to typowa obyczajowa (czy jak kto woli: społeczna) powieść kryminalna – równie ważne lub nawet ważniejsze niż intryga kryminalna jest w niej tło społeczne. W tym wypadku jest to między innymi stosunek mieszkańców do emigrantów, strach przed terroryzmem, przyzwolenie na łamanie prawa przez polityków. A do tego dostaniemy ciekawy (szczególnie dla tych, którzy nigdy w Wenecji nie byli) obraz miasta. Przyjemna i niegłupia lektura.

Opublikowano Literatura | Skomentuj

Czas umierania… (H. Mankell „Niespokojny człowiek”)

Jeszcze żadna postać literacka nie była dla mnie tak rzeczywista jak Kurt Wallander, bohater powieści Henninga Mankella. Czytelnicy kryminałów tego szwedzkiego pisarza poznali kawał życia fikcyjnego komisarza policji. Śledzili nie tylko jego życie zawodowe, ale także prywatne, jego porażki, miłosne uniesienia, rodzinne problemy. O zagadkach kryminalnych zapomina się dość szybko. Kurt Wallander pozostanie w pamięci na długo. To nie tylko moje zdanie.

„Niespokojny człowiek” to ostatnia powieść z Kurtem Wallanderem. Bohater już dawno przekroczył pięćdziesiątkę. Męczy go samotność i problemy zdrowotne. Odważył się jednak na jeszcze dwie rzeczy, o których marzył: przeprowadzka do własnego domu i kupienie psa. To nie jedyne zmiany w jego życiu. Pewnego dnia córka mu oświadczyła, że zostanie dziadkiem. I życie toczyłoby się swoim torem, gdyby nie nagłe zniknięcie ojca, a następnie matki przyszłego zięcia. Aby rozwiązać zagadkę, Kurt musi wrócić do czasów zimnej wojny, gdy w latach 80. XX wieku na Bałtyku pojawiły się nieznane łodzie podwodne.

„Niespokojny człowiek” to nie tylko polityczno-szpiegowski kryminał, ale także książka o przemijaniu, mierzeniu się ze starością. I chyba najsmutniejsza powieść z całego cyklu. Z całą pewnością warta przeczytania. Ktoś może powiedzieć, że to tylko kryminał, czytadło na zimowe wieczory. Tylko że obecnie to właśnie kryminały najlepiej charakteryzują naszą rzeczywistość.

Opublikowano Literatura | Skomentuj